Wadliiwość/wstyd. O tym co paraliżuje mnie w rozwoju i jak z tym walczę.

Wczoraj miałam sesję do mojej pierwszej kolekcji ubrań dla kobiet w ciąży i kp. Jeśli ktoś czytał mój poprzedni wpis, w którym opisuję swoje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa, to rozumie, że życie mnie nie oszczędzało. Ale nie dałam się i wciąż dążę do lepszego. Czasem na drodze stają mi moje pułapki psychologiczne i paraliżują na chwilę, ale pracuję nad nimi zawzięcie! Jedną z nich jest właśnie wadliwość/wstyd. Ujawnia się zawsze na przykład, kiedy muszę wypowiedzieć się publicznie, kiedy stoi przede mną ktoś z mikrofonem, kamerą, aparatem.

Lata w terapii pomogły mi rozpoznać i nazwać problemy, z którymi się borykam. Teraz wiem, że to jest pułapka ukształtowana w moim dzieciństwie, ale niestety sama wiedza nie wystarczy, żeby to przepracować. Wczoraj, przed sesją roznosił mnie stres, niepewność, lęk. Żołądek miałam ściśnięty tak, że ciężko było mi się cieszyć kawą ze Starbucksa, którą kocham! Nie, żebym była tutaj hipsterską szpanującą miłośniczką na pokaz .Po prostu jest to coś co robi mi dobrze i sprawia mi przyjemność. Nawet w tym zdaniu wychodzi moja wadliwość/wstyd. Tłumaczę się zupełnie niepotrzebnie, ale już to zauważam – to duży postęp.

Może najpierw wytłumaczę Wam na czym polega ten shemat. Nazwa trochę sugeruje, ale rozwijając to w wielkim skrócie – wadliwość/wstyd to taki schemat, który jest odpalany z dysku twardego,  który zapisał się w dzieciństwie. U mnie oznacza to po prostu, że mam ciągle poczucie, że jestem „gorsza”, niekompetentna, że czegoś nie potrafię, że mam jakąś ukrytą wadę, która zaraz wyjdzie na jaw i wszyscy nagle się dowiedzą i „poznają się” na mnie. Wiem, że brzmi to dla niektórych absurdalnie, bo jakbym wyszła z siebie i stanęła obok to powiedziałabym: tej, dziewczyno puknij się w głowę, wszystko z Tobą OK, a nawet lepiej niż OK jesteś naprawdę zajebista. A jednak mimo, że tak potrafię o sobie powiedzieć, to ten schemat uaktywnia mi się bardzo często. Nie mam jeszcze nad tym całkowitej kontroli, ale pracuję nad tym.

Wczoraj na przykład zauważyłam wielki progres. OK, bardzo się stresowałam, ale koniec końców myślę, że dźwignęłam całkiem OK to stanie przed obiektywem. Może jest też w tym trochę zasługi Mileny, która wprowadziła przyjazną atmosferę i zanim się rozstawiła pogadałyśmy trochę i nie było czuć takiego dystansu, ale jest też tutaj trochę mojej pracy.

Na czym polegała ta praca?

Widzicie, kiedy odpalałam konto na IG myślałam sobie: matko, a co będzie jak ktoś ze znajomych mnie zobaczy albo jak będzie to ktoś ze starych znajomych z Polski (z którymi nie utrzymuję kontaktu btw). Co to będzie, co sobie pomyślą. Myślałam sobie: a co jak głupio coś powiem, głupio napiszę, popełnię błąd. Zostanę oceniona jako ta infantylna (wadliwość) laska, która tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia. A co jak popełnię jakiś błąd w opisie (na początku postowałam trochę edukacyjnych rzeczy, bo czułam potrzebę dzielenia się tym co sama się dowiedziałam z książek czy innych źródeł. Nagrywałam stories i kasowałam, wrzucałam posty i jak w ciągu kilku minut nie było serduszka to usuwałam wkręcając sobie, że na pewno coś głupiego napisałam. Naprawdę miałam takie dylematy. I to było, keidy miałam na końcie mniej niż 100 obserwujących. Nie żebym teraz miała grube tysiące, bo mam nieco poniżej tysiąca, ale jest to jednak 10 razy więcej i wiem, że docieram do większego grona na przykład w stories i już nie mam takich dylematów.

Pierwszy live

Bardzo chciałam mieć to konto na IG i je rozwijać więc zorganizowałam pierwszego live’a. Matko, co to był za stres. Jąkanie się, suchość w ustach (normalnie ze stresu brakowało mmi śliny), powaga jak na spowiedzi. Z drugim już było trochę lepiej. Niedawno miałam trzeci z marta_pocotoeko i widzę duży progres, ale wciąż jest to dla mnie duże wyzwanie. Po zapisaniu chciałam zobaczyć jak wypadłam. Musiałam się najpierw uspokoić tak bardzo się bałam, że mówiłam głupoty albo (co gorsze?!) będzie widać, że mam źle zrobioną jedynkę z przodu, przez którą ograniczam swój uśmiech do takiego wiecie, bez zębów. Serio. Może to się wydawać niektórym trudne do zrozumienia, ale tak właśnie działa wadliwość/wstyd. 

Mam w sobie taki kompas, który  pcha mnie do lepszego i do rpacy nad sobą. 

Dlatego robię te rzeczy i one mi pomagają. Widać to po moich stories. Mówię naturalnie, jestem autentyczna, zaczęłam czuć się z tym swobodnie. Pracuję nad tym już długo. Na studiach specjalnie poszłam na przedmiot pt. „praca przed kamerą” mimo, że wiedziałam, że na zaliczenie będzie 15 minutowe wystąpienie. Poszłam! I mimo, że drżał mi głos i widać było stres dostałam 5 z małym minusem. Choć pani profesor była bardzo wymagająca widziała ile pracy włożyłam podczas tych zajęć. Teraz miałam trzeci live i choć wiem, że momentami zachowywałam się jak spanikowana fretka, to przymykam oko i daję sobie do tego prawo. Kiedyś potrafiłam iść ulicą i nagle przypominały mi się sceny z wtopami, gdzie coś głupio powiedziałam lub zrobiłam i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Sama się torturowałam. 

Wiecie co jeszcze mi pomaga. To o czym pisałam wcześniej. Kiedy miałam najwyższy szczyt paniki przed wczorajszą sesją usiadłam w ciszy, skupiłam się i zaczęłam ze sobą rozmawiać, jakbym była swoją przyjaciółką. Co bym powiedziała takiej osobie jak ja, gdyby była w takim stresie? Że rozumiem ten stres, że jestem z nią, tulę, ale też, że obiektywnie jest najlepszą modelką do tej sesji 😊 Przecież wiem, że jest odważna i lubi wychodzić ze strefy komfortu. Gdyby tak nie było nie przeszłaby całego etapu produkcyjnego nie wiedząc nic o branży odzieżowej. Teraz jest już na finiszu. I kiedy tak sobie powiedziałam: you got this girl Naprawdę serce zaczęło mi się uspokajać. 

Na koniec dam Wam jeszcze mój pro tip na to jak nie wspierać osoby z tym schematem.

Nie mów jej, że wydziwia, przesadza, że nie ma powodu, żeby tak reagować. To jest bardzo subiektywne. Dla jednych coś jest powodem do wstydu dla innych nie. Przepuszczamy to zawsze przez NASZĄ matrycę.

Dla osób które zadają sobie takie pytania jak ja: co będzie, co się stanie?

No właśnie co będzie? Co się stanie? Nic się nie stanie, świat dalej będzie istniał, a ludzie będą żyć swoim życiem.

Niektóre posty czy stories jak przeglądam z przeszłości nie są do końca takie, jakie bym je chciała. Czasem napisałam lub powiedziałam coś z czym dziś się nie zgadzam lub czego dzić bym nie powiedziała. I co z tego? Co się stało? Wiecie co się stało? Nauczyłam się bardzo dużo. Rozwinęłam się i zrobiłam coś więcej. Coś dla siebie, coś dla swojego rozwoju.  Spróbowałam i za to wielki szacunek dla mnie i dla każdego z Was, kto też się odważył <3