Pomiędzy rekomendacjami, potrzebami i pokusami, czyli jak być dobrym rodzicem

Nie będę ściemniać. Jestem mamą od trzynastu lat i wciąż nie wiem, jak być dobrym rodzicem. Zgaduję, że nie ma uniwersalnej recepty, każdy ma swoją. Natomiast wydaje mi się, że można próbować stworzyć schemat, podejście, adekwatne dla ogółu. Tym dzisiaj się zajmę.

Kiedy mój syn był mały niewiele wiedziałam o świadomym rodzicielstwie. Nie znałam rekomendacji, nie wiedziałam nawet gdzie ich szukać. Nie poszerzałam wiedzy na temat rozwoju psychofizycznego i mimo, że starałam się jak potrafiłam – nie byłam świadomym rodzicem. Zupełnie odwrotnie niż z córką. Kiedy zaszłam w kolejną ciążę wchodziłam już na ścieżkę samoświadomości. Czułam, że za ciążą idzie ogromna odpowiedzialność. I tak zaczęłam czytać i śledzić. Książki o ciąży, diecie, rozwoju, wychowaniu, artykuły naukowe, webinary, podcasty, rekomendacje WHO, AAP – wiedzę pochłaniałam kompulsywnie. W pewnym momencie znałam wszystkie rekomendacje i zalecenia i nie mogłam sobie poradzić z tym, że ludzie wokół, kompletnie ich nie przestrzegają. Ciągle widziałam na Instagramie dzieci powyżej szóstego miesiąca ze smoczkiem, ktoś puszczał bajki, ktoś dawał ciasteczko – nie mogłam się odnaleźć. Chciałam tym wszystkim ludziom mówić, żeby się ogarnęli i zastanowili jaką przyszłość fundują swoim dzieciom tak bezczelnie nie przestrzegając rekomendacji. Aż w końcu przeczytałam jedną książkę, a potem kolejną, i zrozumiałam, że w rodzicielstwie wcale nie chodzi o to, żeby robić wszystko od deski do deski tak jak WHO każe. Nauczyłam się podchodzić do rodzicielstwa z miejsca zrozumienia potrzeb i z łagodnością. 

Rekomendacje takich instytucji jak Światowa Organizacja Zdrowia czy Amerykańska Akademia Pediatryczna nie mówią o tym jak mam wychować moje dziecko, a o bardzo uogólnionych zaleceniach stworzonych na podstawie badań przeprowadzonych na określonej grupie. Jest to świetne i ważne, bo wiemy mniej więcej, gdzie wypada nam ta średnia i możemy poczytać o skutkach, korzyściach czy też konsekwencjach, ale jak ze wszystkimi statystykami warto też zachować swój rozum. Każde dziecko jest inne, ale też każdy rodzic jest inny i każdy dom jest inny. Tego faktora brakuje w rekomendacjach i zaleceniach – indywidualizacji. 

Każdy rodzic ma prawo podjąć ostateczną decyzję sam i tak długo jak decyzja ta nie zagraża życiu lub zdrowiu dziecka (np. przemoc, w tym klapsy i bicie po rękach) nic nam do tego i do oceniania czyjegoś rodzicielstwa. 

Często, kiedy mówię o pierwszym dziecku wspominam, że wychowywałam go tak jak potrafiłam z narzędziami jakie miałam. To prawda, nie zadręczam się przeszłością. Nie potrafiłam wtedy inaczej i tego nie zmienię. Natomiast uważam, że to mnie nie usprawiedliwia – nie byłam gotowa na macierzyństwo. W momencie decyzji o urodzeniu dziecka każda mama, jak i tata powinni wziąć odpowiedzialność za człowieka, którego przynoszą na świat. A odpowiedzialność nie oznacza tylko dać jeść i zagwarantować dach nad głową. Rodzicielstwo to stworzenie warunków do odpowiedniego rozwoju. Oznacza to, że obowiązkiem każdego rodzica jest poszerzać wiedzę w zakresie wychowywania. Czym innym jest wybór skorzystania lub nie z zaleceń, a czym innym jest nieznajomość ich. Dlatego uważam, że dobry rodzic to taki, który się stara. To taki rodzic, który poszerza wiedzę i próbuje jak najlepiej potrafi. Nie idealnie, ale świadomie.