Opowieść o odrodzeniu

Święta, święta i po świętach, a mnie właśnie teraz naszła wena, żeby poruszyć temat odrodzenia. Niezależnie od tego w co wierzysz zachęcam Cię do pochylenia się nad tą niezwykle interesującą refleksją. 

Był w moim życiu okres ogromnej pogardy dla kościoła katolickiego. Dziś nie jestem dumna z tej postawy. Nie dlatego, że moje poglądy dotyczące KK się zmieniły, ale dlatego, że ja zmieniłam się jako osoba. Nie potrzeba nam w świecie więcej negatywnych emocji, opinii, osądzania. Myślę, że bardziej powinniśmy skupić się na wyrozumiałości i akceptacji. I mimo, że nie zgadzam się ze strukturą i tym jak funkcjonuje KK jako instytucja to uważam, że zarówno wiarę jak i sposób w jaki przeżywają ją inni należy uszanować. Odstawiam na bok moje osobiste odczucia do księży, odstawiam na bok moje złe doświadczenia z KK, odstawiam na bok moje osobiste uprzedzenia. Traktuję ten czas jako piękną opowieść o odrodzeniu. 

Nie wiem, czy wiecie skąd wzięła się Niedziela Palmowa. Ja dowiedziałam się tego dopiero w tym roku, choć jako dziecko uczona byłam biegać z kolorowymi gałązkami do kościoła. Niedziela Palmowa to dzień upamiętniający triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy. Ostatni raz przed jego ukrzyżowaniem. Bardzo podoba mi się symbolika tego wydarzenia. Jezus został entuzjastycznie przywitany przez tłum ludzi wymachujący palmami.  Co bardzo mnie zainteresowało palmy w tamtych czasach symbolizowały militarne zwycięstwo. W taki właśnie sposób witało się wojowników po zwycięskim starciu z oponentem. Jak mówi opowieść Wielkanocna ludzie zamieszkujący Jerozolimę wierzyli, że Jezus jest zwycięzcą jeszcze zanim zdążyli obejrzeć „walkę”. Skandowali, dumnie trzymali palmy w dłoniach mówiąc tym samym „my wiemy, że jesteś zwycięzcą, dla nas walka jest już rozstrzygnięta”.

Dlaczego tak fascynuje mnie ta opowieść? Dla mnie jest to piękna metafora rozwoju. Każdy z nas przechodzi w życiu różne zmiany. Każda trudna decyzja, silne wydarzenie, każda praca włożona w samorozwój to w pewnym sensie odrodzenie. Znacie te szlagiery w tonie „jeden rozdział się kończy, a inny zaczyna”. Każdy z nas z pewnością słyszał coś podobnego, kiedy przechodził przez trudne chwile. I wiecie co? To jest prawda. Każda zmiana to odrodzenie. Każde „nie” tu, to „tak” gdzieś indziej. Końce są początkami, często czegoś znacznie piękniejszego. Dziś zachęcam Was do złapania palm w dłonie – dla siebie. Dla triumfu, Waszego osobistego zwycięstwa. Nie musimy widzieć efektu końcowego, żeby uwierzyć w siebie i w to, że jesteśmy zwycięzcami w momencie, kiedy wchodzimy na ścieżkę zmiany. Bo stajemy po swojej stronie. Bo próbujemy. Bo okazujemy sobie miłość tym, że chcemy dla siebie lepiej. TO jest triumf i powód do dumnego trzymania palmy w dłoni. Niezależnie od efektu końcowego zwycięstwem jest stawianie się dla siebie każdego dnia. I pamiętaj, w najmroczniejszym, najtrudniejszym momencie Twojego życia – zawsze jest nadzieja na odrodzenie.