“Nikol, Ciebie nic nie zatrzyma”

„Nikol, Ciebie nic nie zatrzyma”

Taką wiadomość dostałam dzisiaj od jednej z moich obserwujących na Instagramie. Przechodzę teraz przez taki niesamowity etap. Tworzę, mam mnóstwo energii, jeszcze więcej pomysłów, a rozwiązania na wyskakujące problemy przychodzą mi tak spontanicznie, że aż nie wiem już, czy dziękować sobie czy Opatrzności. Kilka godzin później dostaję kolejną wiadomość „robisz świetną robotę”. 

Siedzę i myślę o tych wiadomościach. Faktycznie do tej pory jeszcze nic mnie nie zatrzymało. Żadne bolesne przeżycie, żadne kryzysy, złe decyzje – a było ich sporo. Jestem na fali. Tworzę, inspiruję, pokazuję jak się rozwijam i jak zmienić bieg swojego życia. Daje do myślenia, pokazuje porażki i drogę jak wyciągnąć z nich lekcję nie dając się pociągnąć w dół. Uczę jak pokochać i zaakceptować siebie. A w zamian dostaję feedback o tym, że faktycznie docieram do drugiej osoby i, że to co robię ma sens. To jest niesamowite. Ale wiecie co? Może teraz widać mój wspaniały rozkwit. Może widać mój spokój w głowie, moją cudowną relację ze sobą i pozytywną energię, która wychodzi ze mnie naturalnie. Ale to wszystko to nie kwestia jednej fali. Ja na tej fali unoszę się od bardzo, bardzo dawna. Mój stan rozkwitu to owoc tych wszystkich trudnych kroków na początku. Trudnych decyzji, jeszcze trudniejszych momentów. Łez, zaciśniętych zębów, zarwanych wieczorów. 

Czasem widzimy człowieka, który jest „na fali” i myślimy, że ma „szczęście”. Nie widzimy całej drogi. Nie zastanawiamy się zbytnio. A kiedy przychodzi do podjęcia decyzji przez nas często nie mamy pojęcia, że wskakujemy właśnie na tę przysłowiową falę. Nie zdajemy sobie sprawy, że ta fala poniesie nas w cudowne miejsce, w którym będziemy sobie wdzięczni za te trudne kroki i decyzje. Dzisiaj czuję, że najlepsze jeszcze przede mną. Jestem wdzięczna za to co mam i gdzie jestem. Jestem tak bardzo wdzięczna. Dziękuję sobie, że odważyłam się zawalczyć o siebie. I chodź upadałam wiele razy nie oglądałam się na nikogo. Próbowałam znowu. I znowu. Patrzę wstecz i widzę siebie nieudolnie wchodzącej na tą falę. Próbującą złapać balans. Widzę tą całą, długą drogę, którą przeszłam, żeby być w miejscu, w którym ktoś obserwując moją pracę potrafi mi napisać „Nikol, Ciebie nic nie zatrzyma”,”robisz świetną robotę”. Nie zatrzymuję się, bo mam to pragnienie przeżywania swojego życia. Mam ten apetyt na lepsze życie, na życie po swojemu.

Wszyscy, którzy dziś odnoszą sukcesy, którzy są “na fali”, kiedyś pojęli decyzje o tym, żeby o siebie zawalczyć. To jak przeżywamy nasze życie – to wybór. Nie ma zmiany bez zmiany.