Naturalne współ-życie czy destrukcyjne współuzależnienie?

Czasem jest tak, że wchodzisz w relację z drugą osobą i nim się nie obejrzysz wszystko robicie razem. Czasem jest tak, że urodzisz dziecko i nim się nie obejrzysz każdą wolną chwilę spędzacie razem. Potem robi się samodzielne i bum! Kolejna ciąża. Lata lecą, chwile umykają, a w każdej towarzyszy Ci przyklejone +1. Czy to naturalna kolej rzeczy czy może coś co w efekcie może być dla nas destrukcyjne?

Kiedy zakochujemy się w drugiej osobie to naturalne, ba! Nawet logiczne, że chcemy wszystko robić razem. Poznajemy się, imponujemy sobie nawzajem. Oczywiście wszystko też zależy od naszych temperamentów i na przykład charakteru, ale często potrafimy zatracić się w tej współzależności. Wspólnie podejmujemy decyzje o wakacjach, planujemy przyszłość, jeździmy na zakupy, odwiedzamy rodzinę. No co tu dużo mówić – życie nas wciąga. Potem często przychodzą na świat dzieci. Priorytety się przestawiają oczy skierowane są na „bombelka”. Lata mijają, dzieci rosną, a my pochłonięci życiem zapominamy często zadbać o najważniejszą z relacji. O relację ze sobą. 

To dlatego, kiedy relacje romantyczne nie wychodzą często nie możemy podnieść się z kolan. To dlatego tkwimy w złych relacjach – mimo wszystko. Nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez tej drugiej osoby. Tak jakby nasze życia zrosły się. Dzieci wyjeżdżają na coraz dłuższe kolonie, a my tęsknimy bardziej niż one. Nie możemy sobie poradzić z pustką. W końcu wyfruwają z gniazda, a my przechodzimy kryzys. Dlaczego? Pewnie dla większość z Was, czytających ten wpis, te sytuacje to abstrakcja. Jakie nieudane relacje romantyczne, myślicie. U mnie wszystko jest pięknie, my tak lubimy wszystko robić razem. Jakie rozstanie? U nas bywa gorzko, ale do rozstania daleko. Jakie opuszczane gniazdo? Pełnoletność naszego bejbika to tak odległa perspektywa, że nie ma co się tym martwić.

Otóż nie ma co się martwić – zgoda. Warto jednak zbudować w sobie wewnętrzną siłę, która przy pierwszym potknięciu nie pozwoli zmieść nas z planszy. Relacja ze sobą nie tylko sprawia, że żyje nam się lepiej. Nie tylko poprawia jakość naszych relacji z innymi. Nie tylko pomaga nam się rozwijać i akceptować. Relacja ze sobą to fundament, którego nie zmiecie żadne silne wydarzenie życiowe. Nie trzeba skupiać się na tym co mogłoby się wydarzyć, ale warto być silnym po to, żeby móc na sobie polegać w każdej sytuacji. 

Ja dzisiaj robię rachunek sumienia i zachęcam go robić średnio dwa razy w roku. Czy mam coś swojego co sprawia mi radość? Czy mam w tygodniu czas na pobycie ze samą sobą? Czy pracuję nad akceptacją siebie? Ile jest mnie we mnie? Czy się rozwijam? Czy całe moje życie nie kręci się tylko wokół męża i dzieci? Nie zrozum mnie źle. To fantastycznie, jeśli niektóre z nas odnajdują się i realizują jako mamy i żony. Natomiast to jeszcze bardziej fantastyczne, jeśli w czymkolwiek się nie odnajdujesz, spełniasz i realizujesz – znajdujesz czas i przestrzeń na siebie.