Macierzyński egoizm, czyli jak nie dać się zwariować i potrafić czerpać z macierzyństwa to co dobre

Macierzyński egoizm brzmi trochę jak oksymoron prawda? Raczej mówimy o macierzyńskim altruizmie, czyli poświęcaniu wszystkiego dla kochanego malucha. Co oczywiście jest dobre, ale w umiarze! Dzisiaj chciałabym zająć się bardziej Mamą i obejrzeć Jej potrzeby.

Jak wiecie (lub jeszcze nie) bardzo bliskie mojemu sercu jest rodzicielstwo bliskości. Wstępowi do Rodzicielstwa Bliskości poświęciłam trochę uwagi tutaj. Ten post jest bardzo ważnym uzupełnieniem skupiającym się na potrzebach rodziców, ale w tym wpisie będę pisać konkretnie o Mamie. 

Skoro jesteś tutaj prawdopodobnie szukasz wiedzy, inspiracji, chcesz czegoś więcej. Na tej podstawie mogę już o Tobie powiedzieć, że jesteś dobrym rodzicem. Być wystarczająco dobrym rodzicem to znaczy starać się. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś przestań przez chwilę myśleć o tym czego potrzebuje lub będzie potrzebować Twoje maleństwo i pomyśl o sobie. Jako Mama doświadczyłaś już lub wkrótce doświadczysz niesamowitej, pięknej podróży ze swoim maleństwem, ale.. ta podróż nie zawsze będzie piękna i usłana pięknymi chwilami. Będą lub już są też chwile ciężkie. Takie, że się odechciewa. Po prostu. Jest się przemęczonym, śpiącym, zestresowanym, ma się ochotę rzucić to wszystko w pieron. I tu właśnie wchodzi macierzyński egoizm. To jest ten moment, kiedy powinnaś pomyśleć, że kończą Ci się zasoby.

Będę w tym wpisie mówić o dwóch słowach i znaczenie je bardzo spłycę, żeby wprowadzić je po raz pierwszy. Są to potrzeby i zasoby. Potrzeby mamy różne od fizjologicznych po społeczne są to na przykład: sen, odżywianie, potrzeba bliskości, potrzeba przeżywania emocji, przynależności, jest ich multum. W ogromnym uproszczeniu potrzeby generują zasoby. Zasoby to coś z czego korzystamy codziennie.  Jakbym miała to opisać obrazowo powiedziałabym, że każdy z nas ma na plecach niewidzialny zbiorniczek zasobów, z którego czerpie i, który napełnia każdego dnia. 

Zbiornik zasobów to nasz akumulator, który napędza nas do działania oraz pomaga zachować równowagę w codziennych zadaniach. Korzystamy z niego nie tylko do pracy pt. „wychowywanie dziecka”, ale też podczas dealowania z czymkolwiek co napotkamy na swojej drodze. Czerpiemy z tego zbiornika, kiedy musimy pracować (gotowanie, sprzątanie, pranie, opieka nad dzieckiem to praca), korzystamy z niego cały czas podczas tych trudnych jak i przyjemnych codziennych zadań. 

Kiedy nasz zbiornik zasobów jest na wyczerpaniu zaczynamy tracić równowagę. Małymi kroczkami. Najpierw jesteśmy nerwowe, nie wiemy o co nam chodzi, ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, frustracja rośnie. Dotychczasowe zadania zaczynają nas przerastać aż w końcu mamy ochotę siąść i płakać i w efekcie lądujemy na dywaniku w łazience. Łzy lecą strumieniem, a my nie wiemy do końca o co nam chodzi. Znasz to? Oczywiście chciałabym zaznaczyć, ze nie ma nic złego w płaczu . Dla niektórych płacz to po sposób by dać upust emocjom. Sposób na samoregulację, droga do zaopiekowania się sobą. W wielu przypadkach jednak jest to nieoczekiwany wybuch, który jest sygnałem, że nasz zbiornik zasobów jest pusty i nie ma tam już z czego nalać. Kiedy maluch przychodzi na świat jest w 100% zależny od nas i naszym zadaniem jest zaspakajanie jego potrzeb czyli napełnianie jego zbiorniczka. Nie jesteśmy jednak w stanie tego zrobić, kiedy nasz zbiornik jest pusty. Jak to się mawia „z pustego to i Salomon nie naleje”.

No więc Kochane moje bohaterki dnia codziennego. Tutaj wjeżdża zdrowy egoizm. Czyli stawianie siebie na pierwszym miejscu. Każdego dnia warto zastanowić się co mogę dla siebie zrobić, żeby uzupełnić swój zbiornik? Może jestem przemęczona poproszę mamę, męża, przyjaciółkę, żeby wziął dzieciątko na spacer, a ja w tym czasie uzupełnię swoje zasoby. Może jestem głodna? Nie mam czasu zjeść? Może czuję się nieszczęśliwa, bo nie mam chwili dla siebie i to mnie przytłacza? Każdą z potrzeb warto obejrzeć i zastanowić się jak mogę ją zaspokoić. Nie bójmy się prosić o pomoc jeśli mamy taką możliwość.

Pamiętasz jak na początku kazałam Ci zapomnieć o potrzebach dziecka? Teraz spójrz na to z perspektywy tego co przeczytałaś i zastanów się czy macierzyński egoizm to naprawdę egoizm? Żeby być w stanie zaspakajać potrzeby swojego dziecka warto, żebyś najpierw zajęła się swoimi potrzebami. To jest najlepsze co możesz zrobić dla siebie, ale to jest również najlepsze co możesz zrobić dla swojego maleństwa. I tak naprawdę dla każdego z kim jesteś w relacji i wchodzisz w interakcję każdego dnia.