Fragment e-booka

DDA/DDD (Dorosłe dzieci Alkoholików, Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych)

Moja przyjaciółka powiedziała ostatnio takie zdanie: „Wiesz co, w sumie my chyba jesteśmy pokoleniem spieprzonego dzieciństwa.”. Coś w tym jest. Nie chodzi tutaj o obwinianie naszych rodziców czy opiekunów. Tak jak pisałam wcześniej: nie mieli oni takiej świadomości i dostępu do wiedzy, jaką mamy dziś. Poza tym obwinianie opiekunów za to, co nam się przytrafiło – niczego tutaj nie zmieni. Choć owszem, proces nazwania, akceptacji, zrozumienia, a nawet odczuwania złości czy współczucia dla siebie – może być uzdrawiający w procesie zmiany. Niestety, samo obwinianie i rozdrapywanie tego – nic nie przyniesie w dłuższej perspektywie. Ważne dla mnie było też zrozumienie, że nie istnieje specjalne traktowanie przez wzgląd na trudne dzieciństwo. Życie rządzi się swoimi prawami i nie ma w nim miejsca na jakąkolwiek taryfę ulgową. Z doświadczenia powiem, że raczej działa to w drugą stronę. Im trudniejsze dzieciństwo – tym twardsze musimy mieć „cztery litery”. Bo z całą pewnością będziemy narażeni na więcej sytuacji, w których będziemy po nich obrywać lub na nie spadać. Jeśli chcemy efektów to ścieżką, którą należy podążać – jest praca nad sobą i zrozumieniem siebie. Rozwój osobisty, wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Wszystko to, na co realnie mamy wpływ.