Czy możemy mieć lepszy seks?

Mam wrażenie, że temat seksu jest przez większość z nas jedynie zmacany z wierzchu. Naprawdę. Jak patrzę na doświadczenia swoje i osób, z którymi miałam przyjemność mieć szczerą rozmowę dotyczącą ich doświadczeń seksualnych, to mam wrażenie, że my naprawdę nie wiemy co robimy. 

Scenariusz przeważnie jest podobny. Poznajemy się, jest ogień. Chętni, zawsze gotowi, spontaniczni. Z biegiem czasu zapał słabnie. Zaczyna głowa coraz częściej boleć. Udajemy, że śpimy albo znajdujemy trylion innych wymówek. Jak się w końcu uda i jest obopólna zgoda, to trzy minuty, co by sobie ulżyć i z głowy. Często udajemy orgazmy, żeby odklepać i pójść spać. 

Mówimy sobie, że to normalne. Przecież wszyscy tak mają. Wiadomo, że to nie to co na początku, a jak mamy dzieci, to już w ogóle nie ma dyskusji, bo WIADOMO, że po dzieciach jest inaczej. No, jest inaczej. Jest inaczej na początku, inaczej po kilku latach, a jeszcze inaczej po dzieciach. Wiadomo, że motylki w brzuchu i chemia zakochanych sprawia, że poziom podniecenia sięga zenitu. Tymczasem to całkiem normalne, że ten stan mija. Wtedy robi się miejsce (albo nie) na miłość i dojrzałą świadomą relację.

To co pomijamy, to fakt że erotyczną przyjemność możemy sobie wypracować. To nie jest jakaś zaczarowana moc, która pojawia się wraz z zakochaniem – jak piękna księżniczka wysiadająca z dyniowej karocy, a po północy zamieniająca się w Kopciuszka. Raczej na odwrót. Pierwsze spotkania erotyczne są intensywne i w swojej istocie dzikie, ale to jest dopiero ten Kopciuszek, z którego możemy wykrzesać księżniczkę. Bez magii. Jak? Przychodzi mi na myśl jedno z moich ulubionych słów: świadomie.

Czy zastanawialiście się kiedyś jak dobrze znacie swoje ciało? Milimetr po milimetrze. Czy jesteście świadomi każdego wrażliwego miejsca? Czy jesteście świadomi tego, jaki dotyk lubicie. Z jakim nasileniem? Czy w tym miejscu lubicie ścisk dłoni, a może muskanie ustami, dotyk językiem? Z jaką intensywnością co, gdzie na Was działa? I teraz czy znacie taką mapę ciała u swojego partnera/partnerki? Czy wykorzystujecie swoje zmysły do eksplorowania erotycznej przyjemności? Seks nie ogranicza się tylko do wsadź, wyjmij. Szybko, wolno. Gra wstępna albo bez. Czy w ogóle zastanawialiście się kiedyś, ile z Waszych łóżkowych przekonań to tylko przekonania z filmów romantycznych lub filmów porno? Czy próbowaliście eksplorować swoje preferencje wsłuchując się w siebie czy ślepo, z pornoschematem podążaliście za tym co popularne (opaski, kajdanki) i byliście zawiedzeni, że to nie tak jak sobie wyobrażaliście? 

Większość mężczyzn myśli, że facet to musi albo być dominujący, albo delikatny. Jak dominujący to wiadomo: silny, stanowczy, wie co robi. No w końcu robi jej dobrze, nie? No, a jak nie typ łóżkowego macho, to musi być delikatny. Czyli mizianie w nieskończoność i to na ślepo, bo przecież ona tak pewnie lubi. Otóż z moich doświadczeń wynika, że żadna z tych postaw nie jest sprzyjająca udanemu współżyciu. Czy zastanawialiście się kiedyś czy dobrze znacie strefy erogenne partnera/partnerki i czy uprawiacie seks po swojemu? W sensie czy uczestniczycie w nim świadomie? A może odklepujecie coś z automatu, bo wydaje Wam się, że o to chodzi i tak to się robi. 

Mam wrażenie, że ten temat jest zdecydowanie zbyt rzadko poruszany, co w rezultacie nie jest dla nas korzystne. Kontakt ze sobą to również kontakt ze swoim ciałem i obserwacja go. Słuchanie, reagowanie, docenianie. 

Drugie z moich ulubionych słów, na które chcę zwrócić uwagę pozostając w temacie ciała/seksu to: uważność. Im więcej dostrzegasz tym więcej doświadczasz. Dopiero będąc uważnym możemy uczyć się siebie i partnera/partnerki. Włączamy zmysły. Często bzykamy się bezmyślnie. Niestety, to najbardziej trafne określenie, które przychodzi mi na myśl. 

Kto z nas w trakcie zbliżenia potrafi doświadczać miękkiej, jędrnej skóry pod opuszkami palców? Ile z nas potrafi wpleść dłoń we włosy jednocześnie czując ich grubość i gęstość. Słyszeć swój spłycony oddech jednocześnie dając się uwieść zapachowi perfum. Kto muskając paznokciami brodę potrafi jednocześnie usłyszeć jej szelest, doświadczając szorstkości grubego zarostu? Czy kiedy napięcie sprawia, że odpływamy potrafimy załagodzić intensywność dotyku tak, by przetrzymać tą chwilę przyjemności dłużej?

Kto z nas potrafi w trakcie zbliżenia otwarcie się komunikować? Czy potrafimy powiedzieć wprost, że chcemy dłużej konkretnego dotyku. Czy potrafimy zwrócić uwagę, kiedy mizianie zaczyna nas irytować (mnie nie raz irytowało, a nie potrafiłam go przerwać). Dużo w naszej głowie się plącze: co jak się zrazi, źle to odbierze, może to nie na miejscu. Myślę, że jeśli jest zaufanie – można się odsłonić. O to przecież chodzi! Żeby być sobą w nagiej wersji, nie tylko dosłownie. Żeby zrzucić zbroję, obawy, lęki i poczuć lekką i frywolną rozkosz. I chyba doszliśmy do sedna. Czy jesteście w relacjach, w których zdejmujecie zbroję? I w końcu: czy zdejmujecie zbroję przed samym sobą?